jak, gdzie i kiedy?

Dziś o nauce fotografii. Zatem ten tekst jest glównie dla startujących. Ale też po części dla doświadczonych, u kórych adepci szukają wsparcia, wskazówek. Zaznaczę – mówię tu o statystycznej większości, z obserwacji, nie o 100% zdarzeń.
Przypuszczalnie na podobnej zasadzie to działa w przypadku innych sztuk: malarstwa, rzeźby, filmu, …
Skupmy się na fotografii.

Z obserwacji wynika, że proces cały zaczyna się zazwyczaj (podkreślam: zazwyczaj) od loteryjnego zakupu sprzętu na podstawie decyzji podbudowanej albo kopaniem po internecie albo zadręczaniem forów i grup internetowych. Potem czas na robienie zdjęć wszystkiemu i wszędzie, wyszukiwanie – co udało się ustrzelić.
Pierwsze nieśmiałe publikacje na instagramie czy fejsbuku. Nierzadko tez boje pod szyldem „to zrób to lepiej, krytykancie”.
Po jakims czasie dociera się do progu wątpliwości: czy na pewno dobrze robię? Dlaczego to czy tamto mi nie wychodzi? I zazwyczaj w tym momencie przychodzi myśl – a może jakis kurs. Albo warsztaty.
Często po takim kursie okazuje się, że kupiony sprzęt to nie to, co jest potrzebne do zdjęć, które chce się wykonywać.
Albo też po powrocie do rzeczywistosci jakoś zdjęcia nie wychodzą tak, jak na kursie czy warsztatach. I co dalej?

Przewińmy taśmę do początku. Albo nie. Weźmy całkiem nową.
Wpadł Ci do głowy pomysł na fotografię. Rzuciłeś (lub rzuciłaś) okiem po internecie – można kupić wszystko. Pytasz znajomych, grupy, fora – ile ludzi – tyle opinii. Jak zatem „ugryźć” temat?
Pomyślmy – na sprzet wydasz zazwyczaj na start nie mniej niż jakieś 2-3 tysiące, a kupując nowe graty – i 10 tysięcy może być mało. Jeśli tylko cześć kupisz bez sensu – tu juz co najmniej kilkaset pln poszło…w błoto. Do tego zmarnowany czas.
A gdyby tak, po wstępnym rozeznaniu po prostu wpaść na konsultacje? Przegadać na neutralnym gruncie, nieskażonym taką czy inną marką własne cele, potrzeby, możliwosci? Nawet wydając na to 200-300 zł dowiesz się, co tak naprawdę ma sens dla Twoich planów.

I tak – zacznij robić zdjęcia. Jeśli masz talent – to być moze samo zagra. Ale jeśli należysz do większości – nie zagra.
I tu przychodzi czas na kurs. Albo warsztaty.

I teraz pytanie – które? Wszyscy mówią, że nauczą robić cudowne zdjęcia, że zdobywali nagrody, że robili wystawy, publikacje, że zarobili na tym mnóstwo kasy. Jak to jednak działa, skoro bardzo wiele osób po takich mocno reklamowanych, nierzadko drogich i znanych kursach czy warsztatach – nie potrafi samodzielnie powtórzyć tego, co osiągali w trakcie nauki (zweryfikowane doświadczalnie).
Otóż po rozmowach okazuje się, ze powód jest zazwyczaj jeden i ten sam: zazwyczaj prowadzący prezentują gotowe rozwiązania – zarówno od strony planu zdjeciowego jak i obróbki. Ogromna większość fotograficznych zajęć edukacyjnych nie uczy samodzielności, myślenia, nie ćwiczy wyobraźni. Od strony biznesowej to nie dziwi – to maksymalnie opłacalne. Jednak żeby naprawdę się czegos nauczyć potrzeba prowadzących, którzy umieją uczyć – tak po prostu – umieją przekazywać wiedzę. Bo nie wystarczy byc mistrzem fotografii i robić super zdjęcia, żeby umieć uczyć. Zazwyczaj jest wręcz przeciwnie. Co wiecej – kolejna elementarna rzecz, której zazwyczaj brakuje na kursach i warsztatach: samodzielność.
Najprawdopodobniej niewiele sie nauczysz, gdy będziesz jedynie patrzeć, jak pracuje prowadzący, gdy będziesz jedynie korzystać z przygotowanej konfiguracji, gdy będziesz w postprodukcji używać tylko presetów podesłanych przez prowadzących.
Tak się nie nauczysz.
Już nawet nie wspominam o zajęciach, gdzie pojawia się kilkunastu uczestników na raz. To na szczęscie zanika.

Jeśli chcesz choć trochę poważnie traktować fotografię, szanujesz swój czas i pieniądze – przyglądaj sie ofertom uważniej. Pytaj. Pytaj byłych uczestników, co robili, jak pracowali. Nieistotna jest, nie jest kluczowa, darmowa kawa czy pizza albo niesamowite poczucie humoru prowadzacego. To może pomagać, ale nie moze być kryterium wyboru danych zajęć. Musisz mieć możliwość samodzielnej pracy, indywidualnego kontaktu z prowadzącym, ekipy z doświadczeniem w uczeniu, samodzielnego tworzenia i rozwiązywania problemów.
Tylko tak się czegoś nauczysz i dobrze wykorzystasz swój czas i kasę. I zapał.
I jeszcze jedno – zdecydowanie odradzam kursy czy warsztaty sponsorowane przez producentów. Takie coś możez sobie zostawić jako ciekawostkę na „kiedyś tam”. Ale nie na naukę na serio.

Dobrze – powiesz – umiem już sporo. I co dalej?
Powiem Ci jedną rzecz – jesli już co nieco Ci wychodzi – poszukaj sobie Mistrza. Nie według hałasu robionego wokół jego zajęć. Patrz, kto robi takie zdjęcia, jakie TY chcesz robić. I stawaj na głowie, żeby ten ktoś Ciebie uczył. Będziesz wtedy się uczyć zgodnie z tym, co czujesz. A nie zgodnie z jakąś tam ogólnie średnio przyjętą internetową linią postępowania.
W porządku – jeśli wiesz, że potrzebujesz poćwiczyć konkretne techniki – idź na konkretne, merytoryczne wartsztaty. Zgodnie ze wskazówkami powyżej.
Ale jeśli chcesz się rozwijać fotograficznie w konkretnym kierunku – szukaj sobie Mistrza.

Na koniec jeszce jedna kwestia. Internet. Youtube & Co. Muszę Cię rozczarować. Znowu – gros nauk obecnych w internecie, to bardzo banalne, powierzchownie przekazywane strzępki wiedzy. Zazwyczaj polegające na chwaleniu się technikami, trikami. Jasne – po jakimś czasie, po dziesiątkach godzin oglądania z pewnością się czegoś nauczysz. Tylko…. żaden jutuber nie stanie obok Ciebie, by poprowadzic za rękę, nie zasugeruje zmiany, nie zwróci uwagi na błędy, które już popełniłeś albo za chwilę popełnisz. Teorię zazwyczaj możesz stamtąd czerpać, chociaż też ostrożnie, bo zdarzają się prawdziwi artyści w kreowaniu nowej fizyki. Jednak to, co jest konieczne do nauki – człowiek, który weźmie za rękę – dostępne jest tylko w realu.

Zapraszam.

p.s. podaj dalej 🙂

Skorzystaj i podziel się.